No to zaszalałem. Czaiłem się i czaiłem aż wreszcie zrobiłem ten najważniejszy krok w mojej karierze pływaka. Zebrałem się w końcu na tyle i pojawiłem się 6:30 na basenie UAM gdzie treningi mają triathloniści UAM Triathlon. Jak się okazało byłem pierwszy z tzw. "grupy masters" - czyli tzw. sympatyków triathlonu, którzy chcą się wkręcić bardziej ten sport no i przede wszystkim podszkolić z pływania. Wrażenia ? Mega pozytywne. Jeden z trenerów pływania dość mocno wziął mnie w obroty i od razu zabrał się do korygowania błędów przeze mnie popełnianych. Oczywiście do kraula miał najmniej zastrzeżeń, za to żabka to masakra w moim wykonaniu. Niestety mam problem z synchronizacją nóg przez co prawa ucieka mi nie właściwie. Całe szczęście, że ten styl jest najmniej potrzebny w czymkolwiek ze względu na to, że mocno obciąża stawy kolanowe.
Dodatkowo, pierwszy raz w życiu zacząłem się uczyć "żabo-delfina" oraz "delfina". Jak na pierwszy raz całkiem całkiem. Ogólnie spędziłem w wodzie prawie półtorej godziny (zwykle mi się tyle nie zdarzało) a wymęczyłem się strasznie. Jednak trening oparty na "akcentach" a nie ciągłym jednostajnym pływaniu to jest TO. Także definitywnie zamierzam uczęszczać na lekcje w środy 6:15 i w soboty.
Na koniec muszę się pochwalić. Trenerzy myśleli, że będzie ze mnie bida z nędzą stąd też takie dni treningowe zostały zaproponowane a nie inne (specjalnie wynajęty dodatkowy tor dla patelniaków takich jak ja) a okazało się, że instruktor pływania zasugerował częstsze wizyty i treningi z triathlonistami, gdyż jak uznał powinienem sobie poradzić (przynajmniej przy tych słabszych troszkę zawodnikach) Cóż mała rzecz a jak cieszy, że jakiś poziom tam prezentuję.